5 fundamentów wychowania „Mistrza” – czyli rodzic najważniejszym trenerem mentalnym

By PiotrM

Jak rodzic może stać się najlepszym trenerem mentalnym dla swojego dziecka?

Rodzice i trenerzy wkładają mnóstwo wysiłku aby ich wychowankowie osiągnęli szeroko pojęty sukces. Ilość szkółek piłkarskich diametralnie wzrosła w ostatnich latach. Wraz z modą na sport wzrosła również ilość niepożądanych zachowań rodziców i trenerów na turniejach w całym kraju. Rywalizacja, chęć szybkich efektów, nastawienie na wynik tu i teraz rodzą wiele zagrożeń w procesie wychowania młodego sportowca. Na rozwój których kompetencji postawić, aby nasze pociechy osiągnęły sukces w dorosłym życiu, nawet jeśli zrezygnują ze sportu?

Niedzielny poranek. Po pracowitym tygodniu wybieram się z synem na Orlika, by wspólnie pobawić się piłką. Godzina 09:30. Wiem, że Marcel cały tydzień ciężko pracował na treningach piłki nożnej i boksu. Dwie lekcje w-f dziennie w klasie sportowej, dwa razy w tygodniu trening bokserski i dwa razy w tygodniu 90 minut treningu piłkarskiego to spore obciążenie. Dlatego w takie weekendowe dni moim celem jest beztroska zabawa, umożliwienie mu czerpania radości z dzieciństwa i pielęgnowanie z nim relacji. Wiem, że ma dość obowiązków. W życiu się jeszcze napracuje.

W taki dzień jego pomysły i zasady zabawy są najważniejsze. Bez żadnego pośpiechu. Prosi mnie żebym mu trochę postrzelał, bo lubi czasami stać na bramce. Wygłupiamy się. Strzelam mu wysokie piłki z daleka, by mógł popisać się ładną paradą bramkarską i miał czas aby ocenić lot piłki. Wiem, że sprawia mu to radość, a każda obroniona piłka dodaje mu pewności siebie. Później zamieniamy się rolami. Po czasie Marcel wpada na pomysł aby poćwiczyć wkręcanie piłki z rogu bezpośrednio do bramki. Mamy przy tym niezły ubaw, szczególnie kiedy nam nie wychodzi. Pokładamy się ze śmiechu jak nasza podkręcona piłka nawet nie wychodzi obwodem na boisko piłkarskie tylko ląduje gdzieś za bramką. Wiem, że podczas takiej niewinnej zabawy Marcel nabiera dystansu do popełniania błędów i daje sobie prawo do nauki.

W międzyczasie na boisku pojawia się druga para piłkarska ojciec-syn. Widzę, ze są profesjonalnie przygotowani. Mają nawet ze sobą kilka pachołków treningowych. Słyszę, że tata ma konkretny plan na wspólny trening. To on zapowiada jakie ćwiczenia będą wykonywać. Z ciekawości zerkam czasami w ich stronę. Gama ćwiczeń była naprawdę imponująca: dalekie podania, przyjęcia wysokiej piłki, krótka wymiana podań na jeden kontakt, trening strzelecki, trening dryblingu między pachołkami, walka 1×1 o piłkę na małym obszarze boiska, sytuacja sam na sam z bramkarzem, zwody z piłką i jeszcze kilak innych które przeoczyłem. W tle słyszę dużo instrukcji od zaangażowanego taty: „tak nigdy nie rób, bo bramkarz wyczuje gdzie chcesz strzelić”, „rób to samo ale 2 razy szybciej”, „jeszcze raz, postaraj się!”, „dokładniej podawaj”, „źle układasz nogę”. Syn wytrwale starał się zaspokoić oczekiwania taty w roli trenera. Nie wiem jak długo trwał ich trening, my po 2 godzinach zabawy przybiliśmy sobie „piątki” i wróciliśmy do domu.

Po co opisuję tę sytuację? Po pierwsze nie znam intencji i sytuacji ćwiczącej obok pary, ale chcę zwrócić szczególną uwagę na ryzyko jakie niesie wchodzenie rodzica w rolę trenera:
– jeżeli rodzic nie ma odpowiedniego przygotowania trenerskiego, to może uczyć po prostu źle, lub wydawać sprzeczne instrukcje z tymi, które dziecko słyszy u swojego trenera w klubie; – liczba komunikatów korygujących od tak ważnej osoby w opozycji do zerowej liczby pochwał skutkuje obniżaniem pewności siebie własnego dziecka
– mocne nastawienie rodzica na sukces i wynik tu i teraz, może skutkować budowaniem własnej wartości dziecka opartej tylko na fundamentach wyników, ich brak w życiu dorosłym może skutkować obniżeniem tego poziomu
– dziecko ma inne potrzeby, których zaspokojenie wspiera jego rozwój, takie jak: beztroska zabawa, poczucie bezinteresownej uwagi od ojca, czerpania radości z bycia w relacji, czy zaspokojenia potrzeb dziecka spontanicznego

Scenariuszy jest wiele. Pamiętajmy jednak o utrzymaniu zdrowego balansu między wspieraniem dziecka w drodze po jego marzenia, a innymi potrzebami dzieciństwa. Jednocześnie do tego miejmy świadomość, że nie istnieją idealni rodzice i każdy z nas popełnia błędy w wychowaniu. Jeżeli oczekujemy postępów u swoich dzieci, to spójrzmy krytycznie na siebie i poświećmy chwilę na autorefleksję i poprawę własnych błędów w drodze do wychowania przyszłego mistrza.

Rodzic najważniejszym trenerem mentalnym dziecka.

Jeżeli chcemy naprawdę wesprzeć nasze dziecko w drodze do dorosłości, aby potrafiło poradzić sobie z wyzwaniami, nie tylko w sporcie, ale w sytuacjach życiowych, to skupmy swoje siły na kształtowaniu w nim 5 poniższych umiejętności:

1. Umiejętności odroczenia gratyfikacji.
Walter Mischel wraz ze studentami przeprowadzili w latach sześćdziesiątych eksperyment, w którym przebadano dzieci z przedszkola na terenie Uniwersytetu Stanforda. Naukowców ciekawiło co pozwala dzieciom odkładać nagrodę w czasie. Przedszkolaki, które dłużej czekały na nagrodę, po 12 latach były ocenione jako przejawiające wyższy poziom samokontroli w stresujących sytuacjach i jako mniej ulegające pokusom. W następnych latach okazało się, że istnieje silny związek między zdolnością do odraczania gratyfikacji, a udanym i satysfakcjonującym życiem. Badane osoby radziły sobie lepiej ze stresem, w osiąganiu celów, przezwyciężaniu bolesnych emocji oraz miały większe poczucie własnej wartości.

Profesor Zimbardo, który powtórzył ten eksperyment ze swoim zespołem, odkrył co może wzmacniać tą umiejętność u dzieci. Okazało się, że pozytywny wpływ mają doświadczenia dzieci z dotrzymywaniem obietnic rodziców. To one zwiększają zaufanie i schemat, że warto odroczyć nagrodę w czasie, aby jej wartość wzrosła. Dużo zmian w okresie dzieciństwa, poczucie niestabilności i niezaspokojone potrzeby bezpieczeństwa obniżają tą umiejętność. Jak to wpływa na sukcesy w sporcie? Samokontrola przydaje się w walce z pokusami aby np. odpuścić trening, czy przerwać dietę. Sportowiec wielokrotnie musi włożyć wiele miesięcy morderczej pracy, aby po długim czasie zobaczyć efekt, lub otrzymać upragnioną nagrodę.

2. Poczucie własnej wartości oderwane od wyników.
Przez ostatnie 2 lata pracowałem z blisko dwustoma młodymi sportowcami. Jednym z najczęściej pojawiającym się u nich problemów była obniżona samoocena spowodowana nadmierną presją na wynik od otoczenia, których nie udało im się osiągnąć. Przeradza się to często w poczucie winy, że nie są wystarczająco dobrzy i w strach, że zawiodą rodziców i trenerów. Taki jest efekt kiedy zapominamy, że nasz młody sportowiec jest dzieckiem, który rozwija się w swoim tempie a nakładamy na niego oczekiwania jak na dorosłego sportowca. To tak jakbyśmy oczekiwali, że róża którą zasadziliśmy w ogrodzie kilka dni temu, będzie od razu wyglądała jak gotowy kwiat, który kupujemy w kwiaciarni. Nie. Róża jest pełnowartościowym kwiatem na każdym etapie swojego rozwoju, od nasienia, aż do zakwitnięcia. Tak samo jest z naszym dzieckiem. Jest pełnowartościowym człowiekiem, bez względu na wyniki, które teraz osiąga. Nie porównuj go do innych „kwiatów”, bo każdy wzrasta w swoim tempie. Ostatnie sukcesy K.Piątka to nie efekt cudownych wyników w juniorach, tylko konsekwentnej pracy i dążeniu do celu, krok po kroku.

3. Zarządzanie własnymi emocjami.
Sytuacja ekspozycji na jaką wychodzi piłkarz jest zawsze związana ze stresem. Uczmy dziecko, że to my mamy emocje, a nie emocje mają nas. Tutaj z pomocą przychodzą metody treningu mentalnego, które pomagają rozwijać tę umiejętność. Zamiast uczyć wypierać emocje i krzyczeć na dziecko, że się poddało, albo nie dało z siebie 100% podczas meczu, albo ze się niepotrzebnie stresuje, wyposażmy go w narzędzia aby samo potrafiło sobie z tymi sytuacjami radzić.

4. Odporność na opinie innych.
Przejmowanie się tym, co powiedzą inny jest nasza narodową chorobą. Rozwiązaniem jest uświadomienie sobie skąd ten nawyk i świadome wyeliminowanie go. W naszym dzieciństwie to przekleństwo karmione jest przez niekonstruktywną krytykę. Kiedy dziecko słyszy że jest beznadziejne, jest gorsze od innych to podlewa jego problemy w przyszłości. Kiedy słyszy żeby nie przenosić samemu szklanki, bo wyleje, żeby nie biegało po podwórku bo się przewróci lub aby przestało skakać bo się połamie, to obniża się jego pewność siebie. Uczy się, że zgoda i opinia osoby z zewnątrz jest niezbędna aby coś zrobić. W konsekwencji żyjący w tym schemacie osoby boją się walczyć o swoje marzenia, popełniać błędy, przegrywać mecze, i szybko się wypalają bo niszczy ich ciągłe myślenie o opinii innych. To jest dla nich wyznacznik i źródło wiedzy o sobie i swoich umiejętnościach.

5. Poczucie sprawstwa
Inaczej rozumiane jako poczucie wpływu na swoje życie i umiejętności. Jak to wzmocnimy u swojego dziecka? Chwalmy z głową. Niech nasza pochwala nie będzie pustym jesteś dobry, najlepszy i cudowny. Chwalmy za włożony wkład i wysiłek. Podkreślajmy drogę jaką włożyło dziecko w wysiłek. Wspierajmy w tej drodze, ze świadomością czego potrzebuje na każdym etapie nauki. Przypomnij sobie jak uczyłeś dziecko jazdy na rowerze. Na początku ma ono duży entuzjazm bo widzi jak inne dzieci z łatwością jeżdżą na dwukołowym pojeździe. Zaczynacie naukę. Przytrafiają się pierwsze upadki. Dziecko traci zapal, widzi że to nie jest łatwe. Potrzebuje Twojego wsparcia w dalszej nauce kompetencji. Wskazania jakie zrobił postępy i co już zrobił dobrze. Po czasie osiągacie sukces i dziecko potrafi jeździć. Chcesz zabrać je w pierwszy 5 kilometrowy rajd rowerowy, dziecko się boi ze nie da rady. Nie potrzebuje już wskazówek a przypomnienia że potrafi jeździć, że da sobie radę. Wskazania jakie sukcesy ma za sobą i to wyzwanie również osiągnie. Ciągle z myślą że to sama droga ma być przyjemnością a nie sam cel.

Życzę Ci abyś utrzymywał u swoich wychowanków jak najdłużej chęć podążania drogą, a ich wytrwałość przyniesie kiedyś sukces którego tak pragniesz.
Rodzicu jeżeli potrzebujesz wsparcia w tym temacie – napisz do mnie e-mail: kontakt@piotrmatulka.pl.